Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Strona osobista:Jakub Winiarski/Recenzje/Bohdan Kos, „Atrament”

< Strona osobista:Jakub Winiarski | Recenzje

Istota z piór i nicości (Bohdan Kos, „Atrament”)

O tym, czym jest wiersz dla Bohdana Kosa najlepiej mówi on sam w otwierającym „Atrament” liryku bez tytułu: „wierszu słaba istoto / z piór / i nicości // aniele dziecinny / i wieczorny // miej mnie w swojej opiece kiedy jak aeronauta naiwny / powierzam twojej kruchości wszystko co jest mną // wierszu / machino lżejsza od wszystkiego”. Ciekawie interpretuje ten tekst Janusz Drzewucki, który w nocie na skrzydełku książki Kosa pisze tak: „Po prostu – każde słowo jest. Jest – jak pisze poeta w wierszu otwierającym zbiorek – zarazem „istotą” i „machiną”, czyli jednocześnie: i stworzeniem, i konstrukcją.” To się istotnie czuje: to coś żywego (istotę, życie, stworzenie – różnie to można nazywać) wplatane w tryby konstrukcji (machiny, mechanizmu, a najpewniej – gramatyki i poetyckiej formy). W liryce Kosa bardzo (pozornie) prosto podane tak zwane „życie” objawia się – w najcelniejszych utworach tego zbioru – w poruszających, sugestywnych, choć nigdy brawurowych obrazach. To liryka ściszonego głosu, wydobywająca z tak zwanej rzeczywistości jej aspekty mniejsze, niby mniej ważne, a w gruncie rzeczy, kto wie, może najistotniejsze. I coś jest na rzeczy, gdy wspomina Kos o „przekleństwie wiecznego zachwytu”, pisząc w innym wierszu bez tytułu o tym, że „do odrzucenia świata dojrzewamy wolno // stacje zachwytów / są / jak stacje męki // (...) // teraz przychodzi po nas // opieramy zmęczoną głowę o dom Ahaswera i jemu / przekazujemy przekleństwo wiecznego zachwytu // stajemy wolni”. Janusz Sławiński, drugi z krytyków, który dał głos na okładkę „Atramentu” zwraca uwagę na złożoność tej poetyckiej propozycji. Z jednej strony mamy tu bowiem swoisty, powiedziałbym, nikiforyzm, naiwność obrazowania z użyciem rekwizytorni dość spospolitowanej, z drugiej jednak strony widać i przede wszystkim słychać, że u Kosa to nie jest naiwność pierwotna, lecz jakaś wtórna, wypracowana świadomie – naiwność kogoś, kto dobrze przeczytał i awangardzistów, i neoawangardzistów, i wielkich klasyków różnych. A przede wszystkim: Białoszewskiego z Leśmianem. Tylko ktoś taki może w końcu pozwolić sobie np. na taki wiersz: „trwałość / trwałość // nie na chwilkę / nie na dzień / sklepienie wysklepiać // cudowności sypać z rękawa ale cudowności wieczne // lizać / biały sopel / scukrzonego czasu”. Tylko ktoś dobrze znający wszelkie poetyckie triki może pozwolić sobie na taki wiersz – i nie wyłożyć się na nim, nie zepsuć żadnego wersu, zwłaszcza gdy wersem tym jest jedno tylko słowo. Podobnie z takim utworem, w którym zapis „nieistnieć” okazuje się dawać zaskakujący efekt interpretacyjny: „łatwo nieistnieć? / wzniecony pył opada zawsze / i droga / wraca wolno do ostrych swych konturów / w kolejnych słońcach kolejnych dni / łatwo nieistnieć? / nie wzniecić kurzu nawet? / który opada zawsze / nim / wróci / nieobecność”. Liryka Bohdana Kosa jest przy tym, jak to się mówi, wszechstronna. Obok form medytacyjnych (np.: „***”: „tyle mnie / co nic // tyle mnie / co brudu za paznokciem // tak jest / kiedy świat mierzę / a zapominam / że miarka przyłożona / zapada się / zmiażdżona ciemnością / zwaną / ja”) sporo tu oryginalnej liryki miłosnej. Wprowadzeniem do niej mógłby być, myślę, taki fragment innego wiersza bez tytułu, sam jego początek: „czy tamto było cielesne? / czy tamto mogło być w łóżku?” Ale proszę też posłuchać, jak świetnie i jak niebanalnymi w gruncie rzeczy środkami tworzy ten poeta klimat erotyku w pierwszej strofie wiersza „najbliższe macza chleb w miodzie najdalszego”: „czułe pragnienie / rozdziela pustkę / na / rozedrgana strunę tego co jest / i zwierciadlaną / strunę tego / co jest gdzie indziej”. Z cyklu „Znaki miłosne”, bo taką nazwę dał Kos części z liryką miłosną, wyróżniłbym jeszcze trzy wiersze. Pierwszy, „rodzić śmiertelnych”, gdzie poeta stara się sięgnąć poza samo uczucie w celu wydobycia jego fundamentów – może tak trzeba powiedzieć – biologiczno-metafizycznych: „co nam / a co im? // one / ufne / w rozkoszy / biorą w siebie śmierć tak naiwnie nazywaną życiem / ich rozkołysane biodra / zamki żałobne / dzwony cmentarne // a my? // poczynania nasze poza nami / w nich // my? // inna groza poczynać / inna rodzić śmiertelnych // kto zstąpi w tę otchłań sam / kto zstąpi w nią / choćby na trzy dni”. O tym łączeniu biologii z metafizyką dobitnie mówi też tytuł drugiego z wyróżniających się wierszy, „Logos i Rozkosz” i jego bardzo obrazowa końcówka: „lecz rozkosz // kto ja ocali / pozawraca rozwiane suknie / kto / wyłowi czysta nutę / z zatopionego macicznego dzwonu”. Wreszcie o miłosnej rozkoszy mówi też początek trzeciego świetnego liryku Kosa z tego działu: „rozkosz jest starym upartym mędrcem / nasyconym sobą jak solą // i nagą dziewczynką w słońcu i wodzie // i kroplą deszczu / która roztrzaskuje swą przezroczystość / o kamień / bez żalu”. I to są bodaj najlepsze fragmenty „Atramentu”. No, jest jeszcze wierszyk „smutek”, miniaturka, ale i najlepsi by się takiej nie powstydzili: „to nie jest wiersz / to nie jest wiersza radosne na świecie bycie // to się nie jest w wierszu / tak się nie jest w świecie // tak się jest nigdzie / tak się jest nikomu”. W sumie „Atrament” to bardzo spójna, ciekawa propozycja poetycka, znak osobności Kosa, świadectwo jego kunsztu i wiedzy.

Bohdan Kos, „Atrament”, doM wYdawniczy tCHu, Warszawa 2007.


[PoeWiki]

Edytuj
Rozmowa
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne