Strona osobista:Jakub Winiarski/Recenzje/Rafał Praszczałek, „Zakłócenie korespondencji”
< Strona osobista:Jakub Winiarski | Recenzje
Zakłócenia w odbiorze (Rafał Praszczałek, „Zakłócenie korespondencji”)
Jak dla mnie, debiutancki arkusz Rafała Praszczałka mógłby nosić inny, niż nosi, tytuł. Zamiast „Zakłócenia korespondencji”, powiedzmy: „Zakłócenie w odbiorze”. Rzecz jasna, mam na myśli jedynie odbiór własny, który nawet nie wiem, czy odbiorem w sensie ścisłym nazwać w tym wypadku można. Owszem, przeczytałem arkusz Rafała Praszczałka kilkakrotnie. Owszem, przeczytałem uważnie. I nawet wynotowałem z niego kilka lepiej brzmiących, bardziej „poetyckich” fragmentów. Gdyby mnie jednak ktoś spytał, o czym ten autor pisze, miałbym nie lada problem. Bo o czym pisze Praszczałek? Nie mam pojęcia. Mariusz Grzebalski – w okładkowym blurbie – ostrzegał: „Czytelnik nie będzie mieć z Zakłóceniem korespondencji łatwo” i zaraz dodawał, jak gdyby broniąc młodego autora zawczasu: „ale ani czytelnik, ani tym bardziej autor nie są od tego, żeby było łatwo.” Powiedzmy, że zgadzam się z drugą częścią zdania Mariusza Grzebalskiego, ale – choć ta część druga w sposób oczywisty wzięła swój początek w pierwszej – na to, „nie mieć łatwo” jednak bardzo niechętnie przystaję. Dlaczego? Gdyż mam wrażenie, jakby o żadną komunikację młodemu autorowi nie chodziło. On się bawi, ćwiczy, jak to się mówi, swoją językową wrażliwość i – niestety – nie ćwiczy jej sam, w domu, na przykład przed lustrem, lecz ćwiczy na czytelnikach, na mnie, na wszystkich, którzy po jego wiersze sięgną. O tak pisanej, jak ta Rafała Praszczałka, poezji powiedzieć można wszystko, cokolwiek. Grzebalski pisze: „Wiersze Rafała Praszczałka są jak system luster, w których przegląda się żywioł języka. To poezja mobilna, dynamiczna, zmienna i fluktuująca – słowa i zdania w nieustającym ruchu.” Umówmy się: jakbym musiał, też bym tak ładnie Praszczałkowi na okładkę napisał – coś mówiąc i nic nie mówiąc jednocześnie. Tłumacząc ignotum per ignotius. Poezja jako „system luster”? „Mobilna?” Świetnie, czemu nie, można tak, a można też – w tym wypadku – inaczej, na przykład tak: „W tej poezji nic nie jest jednoznaczne, poeta płynnie przechodzi z jednego rejestru języka do drugiego, raz bardziej liryczny, innym razem kąśliwy czy ironiczny, zawsze przy tym elegancko niejasny”. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: uważam, że tekst Mariusza Grzebalskiego to jeden z lepszych tekstów w książce Rafała Praszczałka, mający tę choćby wyższość, że Grzebalski o swojego „odbiorcę”, kiedy nadaje „komunikat” (komunikacik) dba. A Rafał Praszczałek? Żeby chociaż te kilka razy ze trzy, cztery wersy pod rząd napisane dawały u tego poety jakąś historię spójną, przejrzystą, konkretną. Ktoś powie: za dużo wymagasz. Nie, nie za dużo, to absolutne minimum. Co mnie, jako czytelnikowi z tego, że wyłowię ten czy tam fragmencik, metaforę, zdanko, jeśli całość przypomina mi z miejsca kwestię z filmu „Ryś”, gdzie jedna kobieta mówi w pewnym momencie do drugiej (cytuję z pamięci): „A wie pani, on kiedyś wygrał konkurs malarzy niedzielnych w Bułgarii, ale teraz to już tylko maluje ze słuchu, jak Beethoven”. Praszczałek jak Beethoven? No nie wiem, tak daleko bym się nie posunął.
</i>Rafał Praszczałek, „Zakłócenie korespondencji”, Biuro Literackie, Wrocław 2007.</i>
![[PoeWiki]](/skins/common/images/wiki.png)